Jeszcze zanim wirusy nas zaatakowaly - z Basia i ciocia Dorka pojechalysmy na basen :)
Ola jest uciekinierem. Szaleje w wodzie jak ryba. Tyle tylko ze zwiewa mi gdzie sie tylko da, przelatuje miedzy ludzmi, wskakuje do wody, nie liczac sie z niebezpieczenstwem ;/ Coz... moze nabierze oglady. Poki co slabo nam to idzie.
Po wodnych szalenstwach masakra...
ubrane, zapatuleone dzieci, milion toreb, torebeczek, bagazy itp, trzeba jeszcze uiscic oplate. Prosze Ole by stala kolo torby i poczekala na mnie.
Nie minela sekunda, stracilam ja z pola widzenia.. Masakra, nerwy, wolanie 'Ola, ola...'
Katem oka zauwazylam winde... ktora odjezdza na gore... juz mialam biec na pietro, choc do konca nie mialam pewnosci czy w tej windzie jest Ola...
Po 2-3 min mojej paniki, Gremlin zjezdza na dol i wysiada jak gdyby nigdy nic...
Ja mocno zdenerwowana, zla.. ba wsciekala (nie wiem na kogo bardziej, na Ole czy na siebie ;/) mowie:
'Ola gdzie bylas, martwilam sie, jestem zla ze mi ucieklas'
'Mamo, pojechalam na goje, a potem nacisnelam O (i tu artykuluje literke O) jak Oja i przyjechala do Ciebie'
Wymieklam. Rozwalila mnie.
Matko, pilnuj swoje dziecko jeszcze bardziej ;/

